Grupa
MagazynyInternetowe.pl
Zanim pojawią się urządzenia dedykowane systemowi ChromeOS warto sprawdzić, czy praca z samą przeglądarką ma sens. Nasz miesięczny test powinien wystarczyć.
Marcin Kosedowski
Netbooki były hitem poprzedniego roku. Zostały zaprojektowane jako tanie komputery dla studentów, ale szybko zdobyły uznanie dziennikarzy i biznesmenów, którzy mogą dzięki nim jeszcze więcej pracować. Stały się dobrym uzupełnieniem komputera stacjonarnego wśród osób, dla których trzykilogramowy laptop z baterią starczającą na 2 - 3h nie jest urządzeniem mobilnym.
Waga i rozmiar netbooków doskonale odnoszą się do części "book", ale co z "net"? Kolejnym krokiem w poprawie mobilności ma być korzystanie z komputera jako terminala do zasobów i programów znajdujących się w sieci. Przez ostatni miesiąc testowałem czy da się korzystać z netbooka w taki sposób jak chcieliby dostawcy usług opartych o chmury obliczeniowe i rozwiązania sieciowe.
Zainstalowałem Google Chrome, chociaż zamiast Linuksa zostawiłem fabryczny Windows 7. Skoro będę korzystał z samej przeglądarki, to nie powinno to robić różnicy. Starałem się używać wyłącznie programów działających w chmurze.
O ile pozostajemy w zasięgu sieci bezprzewodowej nie stanowi to żadnego problemu. Gorzej jeśli znajdziemy się poza nim. W tym przypadku pozostaje wydanie majątku na dostęp przez sieć GSM lub korzystanie z trybu offline (np. dzięki technologii Gears służącej do przeniesienia ajaksowych aplikacji na dysk).
Photoshop w wersji sieciowej działa zaskakująco płynnie, ale przez panele na ekranie brakuje miejsca.
Jak to się sprawdza? Napisanie artykułu podczas jazdy pociągiem przy pomocy Google Docs jest całkiem wygodne, a synchronizacja po podłączeniu do sieci zajmuje kilkadziesiąt sekund. Podobnie wygląda sprawa z webową wersją Photoshopa.
Same aplikacje nie są oczywiście tak rozbudowane jak ich instalowane odpowiedniki, ale do codziennych zadań wystarczają. Prowadzenie prezentacji, przeglądanie dokumentów PDF, edycja tekstów czy surfowanie po sieci nie sprawia problemów. Również szybki retusz zdjęć i ich późniejsza publikacja są proste dzięki dziesiątkom darmowych aplikacji online.
Niestety wymiana plików między aplikacjami nie jest już taka przyjemna i to obecnie jedna z największych niedogodności. Przykładowo, tworząc prezentację w Google Docs chciałem wykorzystać zdjęcie, które właśnie edytowałem w Photoshopie Online. Niestety jest to niemożliwe i wymaga pobrania zdjęcia na dysk. A wiadomo, że każda wymiana plików między komputerem lokalnym a serwerem to kolejne sekundy oczekiwania.
Google Docs same zasugerują film pasujący do prezentacji, ale wstawienie grafiki z sieci nie zawsze jest możliwe.
Oczywiście taki komputer nie nada się do gier, programowania czy profesjonalnej edycji video, ale oczekiwanie od niego takich rzeczy to pomyłka. Przynajmniej na razie, bo pojawiają się pierwsze projekty zaawansowanych aplikacji takich jak edytory video, opartych w całości o chmury.
O ile wykorzystujemy netbooka zgodnie z jego przeznaczeniem, to stosunkowo słaby sprzęt powinien wystarczyć. Większość obliczeń i tak wykonuje się na serwerze, a komputer ma tylko wyświetlić wynik. Najbardziej wymagające okażą się wtyczki do przeglądarki. Flash, Silverlight czy Adobe AIR są niezbędne do pracy z aplikacjami sieciowymi. Osoby nielubiące tych technologii mogą mieć problem. Plusem słabego sprzętu natomiast małe zapotrzebowanie na energię.
Netbook ma jeszcze jedną zaletę. Nawet jeśli działamy w chmurze, to nie uruchamiamy na nim zbyt wielu aplikacji jednocześnie, więc nic nie będzie nas rozpraszać - żadnego Skype'a, czekających na odpalenie gier ani nawet pulpitu, który czeka na zmianę tapety. Standardowa rozdzielczość 1024 x 600 zmusza do maksymalizowania okien i pracy nad konkretnymi zadaniami. Nie można pozwolić sobie na jednoczesne uruchomienie edytora tekstu i filmu w oknie obok.
Przy pracy w aplikacjach otwierających mnóstwo dodatkowych paneli dziesięciocalowy wyświetlacz okazuje się za mały. Jednak zintegrowana karta graficzna radzi sobie z obsługą 26" calowego monitora i rzutników. Niestety tylko dopóki nie postanowimy zająć się multimediami.
Filmy umieszczone na YouTube mają wystarczająco dobrą jakość (480p), żeby oglądać je w zmaksymalizowanym oknie, a komputer jest w stanie płynnie je odtwarzać. Jeśli jednak chcielibyśmy podłączyć drugi wyświetlacz i oglądać filmy w HD, netbookowi widocznie zabraknie mocy i zacznie się zacinać. To nie jest mniejsze media center, to komputer do pracy.
Procesor nie radzi sobie z filmami w HD, ale jakość 480p przy bezpośredniej transmisji z YouTube jest wystarczająca.
Do odtwarzania muzyki używałem Last.fm. Dzięki temu nie musiałem przechowywać na dysku zajmujących dziesiątki gigabajtów plików z filmami i muzyką. Niestety za dostęp do muzyki trzeba płacić (na Last.fm 3 dolary miesięcznie), ale są też darmowe odpowiedniki serwisu.
Zdecydowaną większość danych (pod względem ilościowym) przechowywanych współcześnie na dyskach są multimedia. Jeśli korzystamy z chmury, to ich lokalnie kopie są zupełnie niepotrzebne. Zamiast standardowego dysku 160 GB wystarczyłoby więc 16 lub 32 GB, ale SSD, które cechuje się szybszym dostępem do danych.
W takie dyski mają być wyposażone komputery dedykowane systemowi ChromeOS. Z drugiej strony jakikolwiek dysk jest niezbędny - chociażby po to, żeby zapisać tworzony dokument i wysłać go jako załącznik do e-maila albo skopiować zdjęcia z aparatu i eksportować je do Photoshopa w wersji online. Przesłanie klientowi odnośnika do dokumentu Google Docs nie wyglądałoby najbardziej profesjonalnie.
Największe problemy sprawiało mi korzystanie z webmaila zamiast klienta poczty, ale może być to subiektywne odczucie. Gdybym chciał korzystać z kilku kont jednocześnie (np. prywatnego i służbowego), nawigacja między nimi i odnalezienie odpowiedniego e-maila albo kontaktu trwałoby wieki i wprowadziło niepotrzebny bałagan.
Od jakiegoś czasu prawie nie korzystam z komunikatora, więc nie miałem oporów przed używaniem Facebooka do krótkich pogawędek i e-maila do dłuższych. Bardziej tradycyjni użytkownicy powinni skorzystać z Gadu-gadu w wersji online czy komunikatora Google.
Jak widać, netbook (z nastawieniem na "net") z powodu braku mocy i problemów z komunikacją między aplikacjami nie zastąpi zwykłego komputera. Urządzenie, które wszystkiego (rdzeni, pamięci RAM, masy, ceny) ma dwa razy mniej niż zwykły laptop sprawdzi się jednak doskonale przy sporządzeniu notatek, dopracowaniu dokumentów podczas podróży pociągiem i przejrzenia Facebooka podczas przerwy. Jeśli będziesz korzystać z niego do tych celów, nie pożałujesz zakupu.
Powiązane publikacje
Komentarzy: 2
artykuł jest zatytułowany "Czy na netbooku można pracować?" a opisane są narzędzia online. Co ma jedno z drugim?
co do komunikatora polecam polski multikomunikator działający jako aplikacja online - tokonda,
co do webmaila i wielu kont - gmail ze skonfigurowanymi kontami zewnętrznymi dałby chyba radę
niestety na wymianę plików między aplikacjami online chyba jeszcze trochę poczekamy, ale uniwersalna obsługa kilku popularnych systemów (dropbox, mozy, jungledisk, sugarsync, dysk od microsoftu, wkrótce od google) załatwiłaby problem w większości przypadków...
ps. więcej webaplikacji na moim blogu webware.palikowski.net
Marcin Kosedowski - programista i mimo wykształcenia typowo technicznego autor artykułów o tematyce dotyczącej Internetu i bezpieczeństwa w sieci. Hobbystycznie prowadzi bloga, na którym porusza sprawy związane z programowaniem i Internetem.
Adres bloga like-a-geek.jogger.pl
Artykuły tego autora:
Trzeba się pogodzić z faktem, że mijający rok nie przyniósł żadnej rewolucji w internecie. Odwiedzamy te same serwisy co dotychczas, nadal korzystamy z wyszukiwarki Google, a najpopularniejszą przeglądarką wciąż pozostaje Internet Explorer. Co w takim razie można zaliczyć do największych sukcesów 2008 r.?
Polecamy:
Na skróty:
Magazyny Internetowe| Co za ile| Programy| Praca| Magazyn Internet| Internet Maker| Web Toster| ForumNasze serwisy: